Hej, hej, Kochani!
Chyba jestem jedną z niewielu osób, która w ogóle nie znała
legend arturiańskich. Moim jedynym spotkaniem ze słynnym królem Brytanii była
czytana w wieku jedenastu, dwunastu lat książka Meg Cabot „Liceum Avalon”.
Dopiero niedawno usłyszałam o jednej z wersji historii Artura i od razu
uznałam, że muszę ją bliżej poznać. Niestety, pokaźna (ponad 1000 stron)
objętość nieco mnie odstraszała – Bogu dzięki, nie dałam się złamać i razem z
Morgianą de la Fay udałam się w podróż do Świętej Wyspy Avalon i do Brytanii,
będącej areną rozgrywek między kapłankami Bogini Matki a kapłanami Chrystusa.
Historię powstania i upadku słynnego Kamelotu śledzimy
oczami kobiet – Viviany, Igriany, Ginewry, Morgause i, zdecydowanie
najważniejszej, Morgiany. W odróżnieniu od większości interpretacji historii króla
Artura, ta, jako opowiedziana z punktu widzenia kobiet, nie jest opowieścią o
wojnach i podbojach. W „Mgłach Avalonu” dostrzegamy obraz społeczeństwa
żyjącego w czasach przełomu, opis zwykłych ludzi, którzy stają się bezsilni
wobec własnych uczuć i woli Bogini. Dzieje legendarnego władcy Brytanii są tu
tylko pretekstem, by wysnuć opowieść o świecie, którego już nie ma.