Hej, hej, Kochani!
W sercu każdej chyba dziewczyny drzemie coś z romantyczki, która wierzy w miłość i happy endy. Na tej naszej cesze bazują twórcy literatury romantycznej, który co raz wysnuwają historie oparte na tym samym schemacie, wiedząc, że czytelniczki i tak po nie sięgną. Niestety, często romanse mają niski poziom, bo albo są zbyt słodkie, albo przesycone scenami erotycznymi. Choć jestem tego świadoma, czasem lubię powzruszać się i pozachwycać losami bohaterów. Dlatego bardzo długo miałam ochotę sięgnąć po ubiegłoroczny hit książkowej blogosfery – „Consolation” Corinne Michaels.
W sercu każdej chyba dziewczyny drzemie coś z romantyczki, która wierzy w miłość i happy endy. Na tej naszej cesze bazują twórcy literatury romantycznej, który co raz wysnuwają historie oparte na tym samym schemacie, wiedząc, że czytelniczki i tak po nie sięgną. Niestety, często romanse mają niski poziom, bo albo są zbyt słodkie, albo przesycone scenami erotycznymi. Choć jestem tego świadoma, czasem lubię powzruszać się i pozachwycać losami bohaterów. Dlatego bardzo długo miałam ochotę sięgnąć po ubiegłoroczny hit książkowej blogosfery – „Consolation” Corinne Michaels.
Natalie po śmierci męża nie wyobraża sobie, że może jeszcze być szczęśliwa. Całą swoją uwagę skupia na wychowaniu malutkiej córeczki. Kiedy jednak w jej życiu pojawia się niezwykłe przystojny Liam, najlepszy przyjaciel Aarona, Natalie zaczyna dawać sobie kolejną szansę na szczęście. Czy jednak los tym razem pozwoli jej ułożyć sobie życie?















