Witajcie, moi kochani!
Przyznam, że bardzo długo zastanawiałam się, czy powinnam
opowiadać o książce Umberto Eco, która pierwszy raz od niepamiętnych czasów
zmusiła mnie do tego, bym poświęciła książce więcej, niż cztery-pięć dni.
Przyznam, że lektura tej powieści była dla mnie, mola książkowego, który chciałby czytać dużo i jeszcze więcej,
czymś dość trudnym. Bo, powiedzmy sobie szczerze „Imię Róży” to nie książka,
którą przeczytamy w tramwaju (próbowałam, z marnym skutkiem) czy z
niecierpliwością przewracając kolejne strony. To powieść wymagająca pełnego
skupienia, uwagi, a przede wszystkim cierpliwości. Jednak uważam, że każdy, kto
chce się uważać za humanistę, czy człowieka obytego, powinien ją przeczytać –
nie bez powodu została nazwana jednym z arcydzieł XX wieku.
