Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2018

(274) "Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu" Marcin Wójcik

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Niedawno na ekranach kin pojawił się film Wojciecha Smarzowskiego – „Kler”. Opowieść o grzechach polskiego Kościoła wywołała dyskusję na temat życia księży i ciemnej strony ich powołania. W nurt ten świetnie wpisuje się reportaż Marcina Wójcika – „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu” poruszający chyba najbardziej kontrowersyjny aspekt życia duchownych.

Celibat w Kościele Katolickim został ustanowiony obowiązkowym za pontyfikatu św. Grzegorza VII, jednak nie od razu stał się powszechny. Obecnie jednak stanowi nieodłączny element życia katolickich kapłanów. Tak mówi prawo kanoniczne, jednak w rzeczywistości nie każdy kapłan zachowuje czystość. Marcin Wójcik, który wiele lat pracował w redakcji katolickiego „Gościa niedzielnego”, ukazuje ludzkie oblicze księży – zwykłych mężczyzn, którzy często nie są gotowi, by udźwignąć krzyż czystości. Jego książka, opowiadająca o upadkach i wzlotach polskich kapłanów, o skandalach, które są zamiatane pod dywan i o pełnej zakłamania normalności polskiego Kościoła.

środa, 12 września 2018

(268) "Dance. Sing. Love. W rytmie serc" Layla Wheldon

Brak komentarzy:

Hej, hej, Kochani!
Chociaż ostatnio starałam się czytać bardziej ambitną literaturę, nie mogłam się powstrzymać po moje guilty pleasure – romanse młodzieżowe. W listopadzie, kiedy już nauka zaczynała się rozkręcać, miałam przyjemność poznać debiut polskiej autorki rodem z Wattpada – Laylę Wheldon i jej „Dance. Sing. Love. Miłosny układ”. Powieść, choć poniekąd schematyczna, zachwyciła mnie niesamowicie przjmującymi opisami stanów emocjonalnych i wyrwaniem się z utartych wzorców. Dlatego, kiedy w zapowiedziach wydawnictwa Edito ujrzałam kontynuację cyklu, nie wahałam się długo. 

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI ZAWIERA SPOILERY DO KSIĄŻKI „DANCE.SING.LOVE. MIŁOSNY UKŁAD”.

niedziela, 25 lutego 2018

(230) "Naznaczeni przez rewolucję bolszewików" Andrzej Goworski, Marta Panas-Goworska

Brak komentarzy:


Hej, hej, Kochani!

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po książki historyczne, oparte stricte na faktach. Jestem w klasie humanistycznej, więc wypadałoby mieć jakąś wiedzę, poza tym, wśród moich znajomych wiedza historyczna jest dobrze widziana i czasami chciałabym zaimponować, że też coś wiem. Dlatego, kiedy w zapowiedziach wydawnictwa Edito znalazłam książkę opowiadającą o krwawym charakterze rewolucji bolszewickiej wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć! 


„Naznaczeni przez rewolucję bolszewików” to zbiór dziewięciu biografii – historii ludzi, na których życie wpłynęła noc z 24 na 25 października 1917 roku. Znajdują się wśród nich zaangażowani komuniści, których dotknęła Wielka Czystka, żołnierze Białej Armii walczący z bolszewikami oraz naukowcy i artyści, którzy stali się ofiarami zbrodniczego systemu. Książka przedstawia historie zarówno znanych, jak i wcześniej anonimowych, młodych i starych, kobiet i mężczyzn.  Dzięki poznaniu ich losów możemy odkryć, jak rewolucja październikowa wpłynęła na życie mieszkańców Rosji.

sobota, 17 lutego 2018

(228) "Friendzone" Sandra Nowaczyk - BOOK TOUR

Brak komentarzy:

Hej, hej, Kochani!

Choć w 2018 roku obiecałam sobie czytać bardziej ambitną literaturę, wciąż lubię sięgnąć po odmóżdżające romanse, przy których po prostu można sobie odpocząć. Ponieważ jednak niesamowicie irytują mnie schematy rodem z  „Domu nad rozlewiskiem” oraz bardzo rozbudowane opisy erotyczne ala „Pięćdziesiąt twarzy Greya, najlepszą opcją jest dla mnie czytanie powieści młodzieżowych. Choć często mają swoje wady, lubię je odkrywać, dlatego z przyjemnością zapisałam się do book touru organizowanego przez autorkę bloga Książkowy Świat, dzięki czemu miałam okazję poznać debiut pisarki młodszej ode mnie, „Friendzone”. I choć książka wcale nie była wybitna, pochłonęłam ją i spędziłam z nią naprawdę miłe chwile!

wtorek, 9 stycznia 2018

(220) ""Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska

Brak komentarzy:


Hej, hej, Kochani!
W ten styczniowy dzień nadszedł czas, by zakończyć podsumowanie maratonu czytelniczego, którego pod koniec grudnia zorganizowały Suomi i Kitty Ailla. Udało mi się przeczytać łącznie trzy z pięciu zaplanowanych książek, a ostatnią z nich było słynne „Jak powietrze” Agaty Czykierdy-Grabowskiej, które poznałam dzięki Book tourowi zorganizowanemu przez największą dilerkę książek w naszej książkowej blogosferze, Kasi z Poligonu domowego.  Powieść, określana jako pierwsze polskie New adult, swego czasu zrobiła ogromne zamieszanie wśród recenzentów. Jedni wychwalali ją pod niebiosa, inni pozostali sceptyczni. Ja sama do lektury tak popularnej podchodziłam z lekkimi obawami, ale również z ogromną ciekawością.

Oliwię i Dominika więcej dzieli niż różni. Ona jest jedyną córką ordynatora jednego z warszawskich szpitali, on mieszka na Pradze, jest mechanikiem samochodowym i samotnie wychowuje dwójkę rodzeństwa. Jedno popołudnie i jeden niefortunny wypadek sprawiają, że drogi życia tych obojga młodych ludzi się krzyżują. Oliwia niespodziewanie staje się częścią rodziny Dominika, a w jej sercu chłopak zaczyna zajmować coraz więcej miejsca. Czy jednak miłość między osobami tak różnymi jest możliwa? A może rany, które oboje noszą w sobie, uniemożliwią im stworzenie szczęśliwego związku?

Fenomen „Jak powietrze” mnie intrygował. Chciałam się dowiedzieć, co jest takiego w tej książce, że jedni ją kochają, a inni krytykują. Ostatecznie, po przeczytaniu, jak również przemyśleniu jej, stwierdziłam, że jest to powieść, która absolutnie nie zasługuje na szum, jaki jest wokół niej wytworzony. Pomimo ogromnej promocji wpisuje się ona mocno w standardy powieści młodzieżowych i nie odbiega od nich ani stylem, ani kreacją bohaterów, ani zaprezentowaną historią. Rzeczywiście, spędziłam przy niej wiele miłych chwil i była miłym zapychaczem czasu, chwilą odpoczynku od bardziej ambitnych pozycji, jednak nie wzbudziła we mnie żadnych skrajnych emocji.

Zacznijmy od zalet powieści Agaty Czykierdy-Grabowskiej.  Przede wszystkim należy do nich realizm. Często w pozycjach dla młodzieży bohaterowie żyją w świecie, który nijak się ma do znanej nam rzeczywistości. Na szczęście nie jest tak w przypadku „Jak powietrze”. W książce ukazane są polskie realia, idealnie oddany jest klimat naszego kraju i Warszawy. Przedstawione są  rzeczywiste problemy, z którymi mierzą się młodzi ludzie. Świat nie jest przerysowany – ukazane jest zarówno dobro, jak i zło. Naprawdę bardzo podobała mi się kreacja świata przedstawionego!

Również bohaterowie przypadli mi do gustu. Nie należeli do tego gatunku postaci, które na siłę szukają problemów. Oboje są dojrzałymi młodymi ludźmi, którzy wiedzą do czego chcą dojść w życiu. Mają określone priorytety i system wartości.  Dominik zdobył moje serce swoim zdroworozsądkowym podejściem do życia, a także nieśmiałością w stosunku do kobiet połączona z miłościa, odwagą i bezkompromisowością, którymi odnazaczyły się jego relacje rodzinne. Oliwia, choć początkowo nieco mnie irytowała, ostatecznie ujęła mnie swoją dobrocią i gotowością do poświęceń dla dobra ukochanej osoby. Nie była mimozą, jakich pełno w powieściach młodzieżowych, lecz zdecydowaną bohaterką, która wiedziała czego chciała i nie dała sobie w kaszę dmuchać. Z całą pewnością na uwagę zasługują także postaci drugoplanowe – szczególnie praski dresiarz, Łysy, którego wypowiedzi i dialogi z Oliwią niejednokrotnie doprowadzały mnie do wybuchów śmiechu oraz ojciec Oliwi, którego relacja z córką została niesamowicie głęboko i wiarygodnie przedstawiona.

Niestety, główną wadą książki „Jak powietrze” jest totalna schematyczność  i nieoryginalność fabuły. W pełni realizuje ona wszystkie wzorce romansu młodzieżowego. Wiadomo, jak potoczą się losy bohaterów, wiadomo, co ich spotka. Problemy, które ich spotykają, nie są w stanie zaaferować czytelnika, gdyż wiadomym jest, iż wszystko musi skończyć się dobrze. Nie do końca dobrze rozplanowane są wydarzenia – opis pierwszych dni znajomości Oliwii i Dominika jest niezwykle obszerny, a potem akcja gna na łeb na szyję i sprawy rzeczywiście ważne, jak zmierzenie się z własną przeszłością, opisane są po łebkach. Niestety, w tej kwestii „Jak powietrze” mnie rozczarowały.

Styl Agaty Czykierdy-Grabowskiej jest dość nijaki. Przez większość książki pisze ona sprawnie, kolokwialnie, lekko, tak by czytelnikowi ułatwić lekturę. Niestety, w jej języku pełno jest wulgaryzmów, których po pewnym czasie miałam już dość oraz dziwnych błędów logicznych typu: „nie ruszyła powiekami, ale jej rzęsy drżały”. Czasem autorka wtrącała bardzo pompatyczne zdania, które w ogóle nie pasowały do klimatu powieści i zamiast wzbudzać refleksję, bawiły.

Reasumując, „Jak powietrze” jest książką, która nie wzbudziła we mnie głębszych emocji. Miała zarówno swoje zalety, jak i wady. Na pewno autorce trzeba oddać, że świetnie ukazała realia oraz wykreowała niebanalnych bohaterów. Niestety, historia jest bardzo schematyczna, a język pełen usterek. Słynną ksiażkę Agaty Czykierdy-Grabowskiej określiłabym jako lekki umilacz czasu i poleciła osobom, które chcą na chwilę wyłączyć myślenie.

Ocena: 6/10 (dobra)

sobota, 11 listopada 2017

(211) "Paragraf 5" Kristen Simmons

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Kilka lat temu byłam w fazie czytania dystopii. Pochłaniałam kolejne, coraz bardziej ponure, wizje przyszłości i coraz więcej odkrywałam w nich schematów. Antyutopie zaczęły mi już wychodzić bokami, więc niemal całkiem je odstawiłam, redukując ilość takich książek do jednej-dwóch serii na rok oraz klasyków takich jak „Rok 1984” czy „Opowieść podręcznej”.  Ostatnio jednak zatęskniłam nieco za tym gatunkiem i postanowiłam się z nim przeprosić. Młodzieżową dystopię, która stała się moim powrotem do tak kiedyś lubianego gatunku, przeczytałam w ramach book touru.

Po okrutnej wojnie w Stanach Zjednoczonych wprowadzone zostało niezwykle surowe prawo religijne. Moralności i przyzwoitości pilnie strzeże Straż Obyczajowa, a władze wprowadzają kolejne obostrzenia i reguły. To właśnie za sprawą jednego z nich, Paragrafu Piątego, mówiącego o nieślubnych dzieciach, życie siedemnastoletniej Ember i jej matki zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.  Nastolatka trafia do zakładu resocjalizacyjnego, a los drugiej z kobiet jest nieznany. Ember wie jednak, że nie podda się, dopóki nie odnajdzie swojej matki. Pomóc ma jej w tym Chase – dawny przyjaciel, a może nawet coś więcej, który obecnie zdaje się być zagorzałym zwolennikiem systemu.

wtorek, 31 października 2017

(209) "Dance, sing, love. Miłosny układ" Layla Wheldon

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Czas odgrzebać się z egzemplarzy recenzenckich! Przez nadmiar nauki czuję, że nawalam, dlatego teraz większość recenzji na blogu opatrzona będzie podziękowaniami dla wydawnictwa. Dzisiaj opowiem Wam o kolejnym romansie, który przeczytałam dla rozluźnienia i oderwania się od ambitnej literatury. „Dance, sing Love. Miłosny układ” to debiut ukrywającej się pod pseudonimem polskiej autorki, która sławę zdobyła dzięki portalowi Wattpad, a potem została odkryta. Choć zazwyczaj podchodzę sceptycznie do dzieł tam powstałych, po cudownym „Uratuj mnie” postanowiłam dać szansę Layli Wheldon.

Livia Innocenti to młoda tancerka o amerykańsko-włoskich korzeniach. Jej kariera jest u szczytu – dziewczyna pracuje w słynnym zespole. Jednym ze zleceń, do jakiego zostaje zatrudniona jest występ w czasie trasy koncertowej gwiazdy pop – niesamowicie seksownego Jamesa Sheridana. Dziewczyna nie może znieść aroganckiego i nieprzyjemnego piosenkarza, ale jednocześnie coś ją do niego ciągnie. Wspólne picie alkoholu, nocne spacery po europejskich miastach i silne przyciąganie sprawiają, że dziewczyna zakochuje się bez pamięci w Jamesie. Mężczyzna darzy jednak uczuciem inną kobietę – swoją byłą partnerkę.

Ostatnimi czasy mam naprawdę szczęście do romansów. Wiem, że nie są to książki, bo których należy spodziewać się wiele, raczej takie odmóżdżacze, jednak zarówno recenzowany ostatnio „Początek mnie i ciebie”, jak i „Dance, sing, Love. Miłosny układ” mają  w sobie jakieś charakterystyczne cechy, coś, co je wyróżnia i co szczególnie przyadło mi do gustu. Debiut Layli Wheldon, pomimo licznych wad, oczarował mnie kreacją psychologiczną głównej bohaterki. To także ksiązka, która niesamowicie wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać!

Niestety, „Dance, sing, Love” to książka bardzo nierówna. Niemal każdy aspekt powieści ma zarówno zalety, jak i liczne wady. Na pierwszy ogień chciałabym wziąć kreację bohaterów. Jak już wspomniałam, oczarowała mnie postać Livii. Niesamowicie przypadło mi do gustu to, jak autorka pokazywała jej walkę o siebie o to, żeby być szczęśliwą. Przekonało mnie również to, jak zmieniało ją toksyczne uczucie – jak powoli stawała się cieniem samej siebie, jak traciła chęć do życia i pogrążała się w nałogu alkoholowym. Wiedziała, że nie powinna być tak poddana Jamesowi, ale i tak była. Może to okrutne i sadystyczne, ale uważam, że bardzo prawdziwe. Niemniej nie pochwalam jej zachowania w dalszej części książki, kiedy nagle zapomniała o wszystkim złym, co przecierpiała przez Jamesa i ochoczo mu wybaczyła. Absolutnie nie przekonała mnie za to kreacja głównego bohatera. To typ postaci, której nie lubię najbardziej! Nadęty, arogancki, przekonany, że wszystko mu się należy i wszystko mu wolno! Doprawdy nie wiem, co Livia w nim widziała, oprócz tego, że był seksowny, co zostało podkreślone około miliarda razy… Uważam też cały wątek jego „zakochania-nie-zakochania” w tancerce  za strasznie naciągany. Na początku przedstawiony jest jako szaleńczo zakochany w jednej kobiecie, by nagle uświadomić sobie, że kocha tak naprawdę inną – moim zdaniem to wcale tak nie działa, a zmiana uczuć była typowo wattpadowo-opkowa. Pozostali bohaterowie byli moim zdaniem dość papierowi i schematyczni – tak naprawdę każdego dałoby zamknąć się w jednym zdaniu.

Rozczarował mnie także wątek miłosny. Na początku miałam nadzieję na coś naprawdę cudownego i oryginalnego. Lubię wątek niespełnionej, nieszczęśliwej miłości. Podobało mi się to, jak oboje, Livia i James niszczyli się nawzajem – było to ciekawe i inne. Przekonywał mnie układ „to tylko seks”, rozumiałam biedną zakochaną tancerkę i mężczyznę, który po prostu nie umiał jej pokochać. Jedynym, co mnie raziło, był nadmiar scen łóżkowych. Niestety, to, co działo się w drugiej połowie książki, zdecydowanie zniszczyło moje pozytywne wrażenia.  Nie spodobało mi się nagłe zakochanie Jamesa, nie sposobało mi się to, jak Livia zaczęła się upokarzać i w końcu – nie spodobał mi się happy end. Może i to okrutne, ale uważam, że są rzeczy, których nie należy wybaczać, na które nie można pozwolić, a tak toksyczna relacja jak ta łącząca piosenkarza i tancerkę nie mogła stać się podstawą udanego, zdrowego związku.

Kolejną mającą zarówno wady, jak i zalety częścią książki jest styl pisania. Rzeczywiście, pani Wheldon potrafi stworzyć ciekawe opisy i w umiejętny sposób umiała oddać emocje targające Livią – przenikały one czytelniczkę. Z drugiej strony, jej styl był przepełniony wulgaryzmami, który absolutnie nie znoszę oraz aluzjami do seksu – które w zdrowej ilści i na jakimś takim poziomie znoszę, jednak co za dużo, to niezdrowo, a podteksty w „Dance, sing, Love” były na dość niskim poziomie. Dodatkowo, poirytowały mnie błędy we wtrąceniach z włoskiego – ja wiem, że to moja malutka obsesja, jednak naprawdę, użycie Google translate nie jest tak trudne!

Książka pani Wheldon ma zarówno zalety, jak i wady. Z całą pewnością wciągnęła mnie, pozwoliła mi się odprężyć i wywołała we mnie liczne emocje.  Z drugiej strony, ma wady –  nie do końca konsekwentnie prowadzony wątek miłosny, beznadziejnego głównego bohatera oraz dość średni styl pisania. Mimo to, dam Layli Wheldon kolejną szansę i z chęcią zapoznam się z kolejnym tomem przygód Livii i Jamesa.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Edito.

Ocena: 6/10 (dobra)

Książka bierze udział w wyzwaniu:

poniedziałek, 23 października 2017

(207) "Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Przytłoczona lekturami i „ambitną literaturą” postanowiłam odpocząć nieco i sięgnąć po coś mniej wymagającego. Jako, iż moja półeczka wprost ugina się pod ciężarem egzemplarzy recenzenckich, postanowiłam przeczytać coś z tej listy. Wybór padł na powieść dla młodzieży „Żniwiarz. Pusta noc” autorstwa Pauliny Hendel. Do tej książki zachęciła mnie intrygująca mitologia słowiańska. Od niedawna ten motyw coraz częściej pojawia się w rodzimej literaturze, ale do tej pory nie natrafiłam na interesujące mnie przedstawienie. Czy „Żniwiarz. Pusta noc” spełnił moje oczekiwania?

Dwudziestoletnia Magda z pozoru wydaje się być kobietą taką jak inni. Mieszka z rodzicami w małym miasteczku, pracuje w rodzinnej księgarni. Tak naprawdę jednak jest pomocnicą swojego wuja – nieśmiertelnego żniwiarza, który ma za zadanie walkę ze słowiańskimi demonami. Niespodziewanie wuj Feliks i Magda, a także inni żniwiarze stają w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Na domiar złego, w Wiatrołomie pojawia się tajemniczy Mateusz, który coraz częściej zajmuje myśli Magdy.

sobota, 7 października 2017

(202) "Jagiellonowie. Miłosne sekrety wielkiej dynastii" Iwona Kienzler

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
W tym roku podjęłam naprawdę szaloną decyzję, jaką jest zdawanie na maturze historii. Nadal nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale teraz czas wziąć się za naukę! Oprócz czytania standardowych podręczników i repetytoriów, chcę zgłębiać swoją wiedzę także poprzez czytanie książek popularno-naukowych. Jedną z pozycji, jaka ostatnio wpadła w moje łapki, była książka dość znanej pisarki historycznej, Iwony Kienzler – „Jagiellonowie. Miłosne sekrety dynastii”.

Okres panowania Władysława Jagiełły oraz jego potomków uważany jest za najlepszy w historii naszej ojczyzny. Połączona unią z Litwą Rzeczpospolita rosła w siłę, a dynastia Jagiellonów zaczęła rozdawać karty w europejskiej polityce, obejmując nie tylko tron polsko-litewski. Iwona Kienzler prezentuje okres „złotego wieku Rzeczypospolitej” z perspektywy kobiet, które zostały polskimi królowymi lub zdobyły serca władców z tej dynastii.

piątek, 25 sierpnia 2017

(189) "Drach" Szczepan Twardoch

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Od pewnego czasu, jak pewnie zauważyliście, częściej sięgam po polską literaturę. Niestety, często są to spotkania z młodymi, debiutującymi autorami, którzy nie do końca sprawnie operują piórem. Dlatego, aby pozbyć się niemiłych konotacji z ojczystą literaturą, postanowiłam sięgnąć po dzieło jednego z najsłynniejszych rodzimych pisarzy młodego pokolenia. O Szczepanie Twardochu słyszałam już wiele i zawsze dobrze, więc cieszyłam się na tę niesamowitą przygodę, jaką miała być lektura „Dracha”. I albo jestem za głupia, albo „Drach” to dużo hałasu o nic.

Drach to w języku śląskim (gwarze śląskiej? Sama nie wiem) słowo oznaczające ziemię, ducha ziemi. I to właśnie ta istota prowadzi nas równolegle przez dwie historie. Jedna to opowieść o Josefie, młodym człowieku, który mężczyzną stał się na wojnie. Druga to losy jego prawnuka, Nikodema, który wojny nigdy nie widział, stał się za to uznanym architektem, zakochał się wiele razy, a teraz stracił dziewczynę, która mu się wymknęła. Ich przedstawione paralelnie historie stają się pretekstem do przekazania uniwersalnej prawdy: „vanitas vanitatum et omnia vanitas”.

wtorek, 15 sierpnia 2017

(184) "Tajemnica wyspy Flatey" Viktor Arrknar Ingólfsson

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Od czasu do czasu lubię wybierać książki, które nie do końca wpisują się w to, co zazwyczaj czytam. Nie lubię zamykać się w obrębie jednego gatunku, czasem warto poeksperymentować, bo a nuż trafi się na coś, co się pokocham. Dlatego, kiedy wydawnictwo Edito zwróciło się do mnie z prośbą o zrecenzowanie kryminału uznanego islandzkiego pisarza, nie wahałam się długo. „Tajemnica wyspy Flatey” okazał się jednak nie taką prostą lekturą.

Flatey to niewielka wysepka islandzka. Liczy ona jedynie dwa i pół kilometra długości i pół kilometra szerokości. Otoczona jest przez jeszcze mniejsze klifowe wysepki. Na jednej z nich latem 1960 roku odnalezione zostają zwłoki tajemniczego mężczyzny. Wydarzenie to wstrząsa lokalną społecznością, a na małą wyspę przybywa młody przedstawiciel władz, Kjartan. Wraz z miejscową lekarką Johanną usiłują oni rozwiązać tajemnicę śmierci przybysza. Wkrótce okazuje się, że sprawa ma związek z tajemniczą księgą Flateyjarbok, zawierającą opowieści o wikingach i powiązaną z nią zagadką.

wtorek, 27 czerwca 2017

(170) "Zły Romeo" Leisa Rayven - BOOK TOUR

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Jak dobrze mieć wakacje i wreszcie móc się zrelaksować! Chociaż wcześniej pożyczyłam mnóstwo mądrych książek, to dziś oddałam je do biblioteki! Mam zamiar czytać tylko pozycje łatwe i przyjemne! Na ambitną literaturę przyjdzie czas od września, w klasie maturalnej.  Pierwszą wakacyjną lekturą, o której Wam dziś opowiem jest „Zły Romeo”, którego przeczytałam i haniebnie przetrzymałam dzięki book tourowi organizowanemu przez Justynę z Z miłości do książek!

Cassie i Ethan spotkali się sześć lat temu, gdy wspólnie grali główne role w najsłynniejszej tragedii Szekspira. Od razu między nimi zaiskrzyło, a tej chemii i wzajemnego przyciągania nie byli w stanie ignorować. Kiedy jednak w końcu stali się parą, ich związek zakończył się w okrutnych okolicznościach. Po sześciu trudnych latach Ethan powraca do życia Cassie i chce ją na nowo odzyskać. Jednak czy zraniona dziewczyna będzie w stanie zaufać mu na nowo?
Moje uczucia co do książki Leisy Rayven są sprzeczne. Momentami ją uwielbiałam i świetnie się przy niej bawiłam, by po chwili irytować się idiotycznymi zachowaniami bohaterów oraz żenującymi tekstami. Nie podobała mi się główna myśl książki – „jesteś dziewicą? POZBOĄDŹ SIĘ SZYBKO TEGO PROBLEMU!!!” Gwoździem do trumny okazało się dla mnie beznadziejne, do bólu nijakie zakończenie.

sobota, 17 czerwca 2017

(167) "Przyrodni brat" Penelope Ward

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Czasami czuję się jak prawdziwa literacka masochistka. Z rozmysłem sięgam po książki, które raczej nie powinny mi się spodobać. Choć chcę literatury ambitnej, czytuję powieści Young adult zbudowane na jednym schemacie, w których często irytują mnie niezrozumiałe, irracjonalne zachowania bohaterów oraz wulgarny język, jakim zazwyczaj operują autorki. Czasem jednak pośród tego chłamu udaje mi się natrafić na pozycję, która jest warta uwagi. I tak, zupełnie nieświadomie, do gustu przypadła mi pierwsza wydana w Polsce powieść bestsellerowej pisarki Penelope Ward – „Przyrodni brat”.

Do domu Grety przeprowadza się syn jej ojczyma, niezwykle seksowny i pociągający Elec. Początkowo relacje pomiędzy przyrodnim rodzeństwem są bardzo napięte, jednak budzi się pomiędzy nimi namiętność. Jedna noc, którą zakochani spędzają razem odmienia ich życie na zawsze. Jednak ich związek nie może zaistnieć. Kiedy po siedmiu latach Elec i Greta spotykają się ponownie, przekonują się, że przeznaczenia nie da się oszukać.

czwartek, 1 czerwca 2017

(164) "Ostatnia spowiedź. Tom III" Nina Reichter

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Już dawno nie połknęłam żadnej sagi w tak błyskawicznym tempie! Zazwyczaj jakoś tak odkładam, nawet do tego stopnia, że zapominam, co działo się w poprzednich tomach. Nawet, jeśli książki przypadają mi do gustu, tak jak na przykład seria o Joannie Chyłce, odkładam w nieskończoność poznawanie nowych części. A od „Ostatniej spowiedzi”, pomimo sprzecznych emocji, jakie we mnie wzbudziła, nie mogłam się wprost oderwać. Jak pamiętacie, pierwszy tom pokochałam, zauroczyłam się, chciałam więcej i więcej. Druga część nieco mnie zirytowała zachowaniem głównych bohaterów oraz, w mojej opinii, zepsuciem wątku miłosnego. Jak w moich oczach wypada finał historii Ally i Bradina? Zapraszam na recenzję!

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI ZAWIERA SPOILERY DO PIERWSZEGO I DRUGIEGO TOMU!

środa, 24 maja 2017

(160) "Giro d'Italia. Historia najpiękniejszego kolarskiego wyścigu świata" Colin O'Brien

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Od kilku lat moje serce bije na pół – trochę po polsku, trochę po włosku. Najpierw pokochałam ten cudowny, melodyjny język, później rozsmakowałam się w kuchni z Bel Paese, a teraz nałogowo pochłaniam wszystko, co ma związek z ojczyzną Dantego. Dlatego, kiedy w zapowiedziach wydawnictwa Sine Qua Non pojawiła się książka o Giro d’Italia, najsłynniejszym i najbardziej prestiżowym włoskim wyścigu kolarskim, bez wahania zabrałam się za lekturę. Odrobinę bałam się tego, iż z powodu mojego całkowitego braku zainteresowania cyklistami, będę znudzona. Jak było naprawdę? Zapraszam na recenzję!

piątek, 19 maja 2017

(158) "Ostatnia spowiedź. Tom II" Nina Reichter

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Nie tak dawno na blogu pojawiła się bardzo entuzjastyczna recenzja pierwszego tomu bestsellerowej serii Niny Reichter „Ostatnia spowiedź”. Pomimo mojej początkowej niechęci, historia szarej myszki i gwiazdy rocka podbiła moje serce. Dlatego, choć zwykle tego nie robię, nie wahałam się długo i niemal od razu po zakończonym maratonie zabrałam się za drugi tom. I przyznam, że po raz kolejny twórczość młodej polskiej pisarki wywołała u mnie prawdziwą burzę emocji oraz sprzecznych myśli.

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI ZAWIERA SPOILERY DO PIERWSZEGO TOMU!

środa, 17 maja 2017

(157) "Lekcja miłości" Marek Harny

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
I to już ostatnia recenzja książki, którą przeczytałam w ramach Majowego Zaczytania. Powieść Marka Harnego zdobyłam całkiem przypadkiem. I, jak to zwykle bywa, przeleżała swoje na mojej półeczce. Czy Wy też macie takie stosy? A może od razu przystępujecie do lektury?  Szczerze się przyznam, że nie miałam pojęcia, czego oczekiwać po „Lekcji miłości”. Nawet nie pamiętam, z jakiego powodu wybrałam właśnie ją do tego, by zamieszkała na mojej półce. Jedno było pewne – skoro opowiada o nauczycielce polskiego, muszę ją przeczytać…

Kraków, koniec lat 90. Justyna Barska jest nauczycielką języka polskiego w słynnym krakowskim liceum z tradycjami, a także szczęśliwą żoną odnoszącego sukcesy biznesmena. Stara się także o wybór na posłankę do Sejmu. Ze względu na swoje nieugięte zasady moralne jest przez uczniów nazywana Żelazną dziewicą. Kuba Mazurek jest zbuntowany siedemnastolatkiem. Zadaje się z osobami uwikłanymi w środowisko młodocianych przestępców i narkomanów. Jednocześnie przejawia ogromny talent publicystyczny, który zauważa jego wychowawczyni, profesor Barska. Choć wydaje się niemożliwym, by tę dwójkę mogło połączyć coś więcej niż relacja uczeń-nauczyciel, to jednak, gdy wybucha pomiędzy uczucie, wszystkie powinności przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

środa, 15 marca 2017

(138) "Efekt Rosie" Graeme Simison

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
W sierpniu na moim blogu ukazała się recenzja literackiej komedii romantycznej opowiadającej historię genialnego naukowca cierpiącego na niezdiagnozowany zespół Aspergera oraz młodszej od niego barmanki zafascynowanej psychologią. Literacki debiut australijskiego pisarza Graeme Simisona bardzo przypadł mi do gustu i nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po kontynuację. Jednak plany, zwłaszcza te literackie, szybko się modyfikują i dużo czasu minęło, nim poznałam „Efekt Rosie” – jakie są moje odczucia? Czy drugi tom spodobał mi się tak samo? Przekonacie się, czytając moją recenzję.

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI MOŻE ZAWIERAĆ SPOLIERY DO „PROJEKTU ROSIE”!

sobota, 11 marca 2017

(137) "Miłość w czasach Zagłady" Hanni Munzer

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Kiedyś miałam w moim literackim życiu taki czas, że czytałam li i jedynie książki wojenne. Teraz miłość do tego gatunku nieco osłabła, jednak nadal lubię sięgnąć po dobre powieści osadzone w latach 40. XX wieku. Mam również wrażenie, że coraz więcej na rynku czytelniczym pozycji o takiej właśnie tematyce. Są one, tak jak bohaterka dzisiejszej recenzji, szeroko omawiane i najczęściej zachwalane w książkowej blogosferze. Licznym namowom uległam i ja i dlatego dzisiaj chcę opowiedzieć Wam o powieści Hanni Munzer, która jakiś czas temu była niezwykle głośna w naszym kraju!

Felicty, młoda Amerykanka tuż po studiach medycznych, musi zarzucić swoje plany, gdy w tajemniczych okolicznościach znika jej matka. Podążając jej śladem, dziewczyna trafia do Wiecznego Miasta. Tam poznaje dramatyczną historię swojej rodziny. Wraz z nią czytelnik śledzi losy słynnej śpiewaczki operowej, Elizabeth Malpran, która, by ratować swoją rodzinę, decyduje się na związek z nazistowskim oficjelem. Nie wie jeszcze, że ta decyzja zaważy na losie jej córki i odbije się piętnem na kolejnych pokoleniach.

piątek, 24 lutego 2017

(132) "Kobro. Skok w przestrzeń" Małgorzata Czyńska

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Niedawno na ekrany kin wyszedł ostatni film Andrzeja Wajdy – „Powidoki”. Jak z pewnością wiecie, opowiada on historię jednego z wielkich polskich malarzy, Władysława Strzemińskiego. Najwybitniejszy polski reżyser skupił się na przedstawieniu ostatnich lat z życia artysty, który sprzeciwia się narzuconej przez władze dyktaturze socrealizmu. „Powidoki” zebrały bardzo różno recenzje, mnie jednak najbardziej zaciekawiły głosy krytykujące Wajdę za idealizację postaci malarza. Przyznam, że niezwykle zainteresowała mnie ta postać, więc postanowiłam dowiedzieć się o nim więcej. A jednym z wątków biograficznych, które reżyser pominął, było trudne małżeństwo Strzemińskiego z artystką rosyjskiego pochodzenia, rzeźbiarką Katarzyną (Katią) von Kobro.