Hej, hej, Kochani!
Kiedy byłam małą dziewczynka, wprost uwielbiałam zaczytywać
się w książkach z serii Stowarzyszenie wędrujących
dżinsów. Przygody dziewcząt niesamowicie mnie interesowały, a czytając je,
czułam się taka dojrzała. Dlatego gdy stanęłam przed możliwością ponownego
spotkania z twórczością Ann Brashers, nie wahałam się długo i ochoczo zabrałam
się za lekturę! Ciekawa byłam, czy jako osobie sporo dojrzalszej, literatura
autorstwa tej amerykańskiej autorki nadal będzie się podobała. Z Wszystko razem nie wiązałam szczególnie
wielkich nadziei, jednak miałam nadzieję, że przyjemnie spędzę ze nią czas.
Ray i Sasha mają wspólny dom, wspólne przyrodnie siostry,
wspólne łóżko i wspólne miasteczko z klocków lego. Czytają te same książki, a w
dzieciństwie bawili się tym samymi zabawkami. A jednak Sasha i Ray nie znają
się, nigdy nawet ze sobą nie rozmawiali. Jej mama była kiedyś żoną jego ojca,
jednak teraz dorośli założyli nowe rodziny i żyją ze sobą w nienawiści, a
jedyne, co ich łączy to stary dom na plaży, do którego oboje roszczą sobie
prawo i który jest wspólną własnością obu familii. Pewnego lata Ray i Sasha
poznają się, a ciąg wydarzeń, które do tego doprowadzają, na zawsze zmienią, tak
wydawałoby się, poukładane relacje obu rodzin.

