Hej, hej, Kochani!
Muszę się Wam do czegoś przyznać. Czasami, co prawda bardzo
rzadko, mam dość książek mądrych i ambitnych. A nawet takich, które wywołują u
mnie łzy czy inne silne emocje. Czasami potrzebuję po prostu lekkiego czytadła,
ale wtedy pojawia się problem... Bo mało jest książek, które mogłabym
przeczytać! NA irytuje mnie zbytnim udramatyzowaniem albo niesamowicie
schematycznymi pustymi bohaterami. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się
lubi, co się ma! Czasem czytam takie właśnie głupotki, które później krytykuję
na blogu… Taki sam plan miałam co do książki Cory Carmack, ale… coś nie wyszło.
Między mną a tą leciutką lekturą coś zaiskrzyło!
Bliss kończy studia na wydziale aktorstwa. Jest otoczona
przyjaciółmi, często imprezuje, dobrze się uczy, ale ma jeden problem… Jest
dziewicą i to prawdopodobnie ostatnią w collage’u. Wraz z pomocą swojej
przyjaciółki postanawia rozwiązać ten uciążliwy kłopot. Plan jest prosty: Bliss
robi się na bóstwo, idzie do baru i ma spotkać seksownego chłopaka, z którym
przeżyje swój pierwszy raz. Niemal
wszystko się udaje, jednak w ostatniej chwili dziewczyna panikuje i zostawia
przystojnego, nagiego Garricka w swoim łóżku. Jakie jest jej zdumienie, gdy
następnego dnia okazuje się, że chłopak, który miał być tylko przelotną seks-znajomością,
należy do grona wykładowców…















