Hej, hej, kochani!
Po prostu chcę wiedzieć, czy warto w ogóle dorastać. To wszystko.
Jak obiecałam, przychodzę do Was z recenzją książki Matthew
Quicka „Wybacz mi, Leonardzie”. Coś czuję, że ten autor wpisał się już w moją
listę naj! Często jest on porównywany z Johnem Green i moim zdaniem, przy Matthew,
pan Zielony wypada bardzo słabo! Co ich różni? Moim zdaniem wszystkie książki
Greena poza „Gwiazd naszych wina” są oparte na podobnym schemacie (to znaczy,
nie czytałam jeszcze „Will Grayson, Will Grayson”, ale obawiam się, że nie
zmienię mojej opinii). Natomiast dwie książki pana Quicka, które przeczytałam,
były całkowicie, zupełnie inne i niesamowicie cudowne, więc już nie mogę się
doczekać, kiedy sięgnę po „Prawie jak gwiazda rocka” i „Poradnik pozytywnego
myślenia”. Wiecie, stosik rośnie i
niedługo będzie aż do sufitu!










