niedziela, 23 sierpnia 2015

Przysłowiowy TAG

Hej, kochani!

Minął tydzień, a ja nie napisałam żadnej recenzji, jestem na siebie strasznie zła, ale na temat obu książek, które przeczytałam, nie mam absolutnie nic do powiedzenia, były takie... nijakie! Dzisiaj zgodnie z tradycją TAG, a dziś postaram się przeczytać coś, co mogłabym zrecenzować, obiecuję!

W moim folderze TAG są 23 TAGI, postanowiłam więc losować i wypadło na...
PRZYSŁOWIOWY TAG! (pomińmy fakt, że prawie do wszystkich kategorii pasuje mi najpiękniejsza książka na świecie, czyli (niespodzianka!) "Przeminęło z wiatrem"


1. Apetyt rośnie w miarę jedzenia- czyli książka jednotomowa, której kontynuację chętnie bym przeczytała.
Tutaj zdecydowałam się wybrać "Przeminęło z wiatrem", ponieważ to zakończenie... To nie może się tak skończyć! Ja żądam szczęśliwego zakończenia. Wiem, że niby powstała "Scarlett", ale losy państwa Butlerów może opisywać TYLKO i WYŁĄCZNIE pani Margaret Mitchell.




2. Co za dużo, to niezdrowo- czyli kontynuacja, która była gorsza od pierwszej części.
Druga część "Igrzysk śmierci". Nie wiem czemu, ale ta część bardzo mnie nudzi - taka trochę powtórka z pierwszej. Żałuję, że pani Collins nie pokazała nam na przykład Katniss w roli mentora, bo drugie Głodowe Igrzyska były ciut nudnawe...

3. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki- czyli książka, którą mogę czytać wielokrotnie.
<niepowiedziećoPrzeminęłozwaitremniepowiedziećoPrzeminęłozwiatrem>. Moja miłość do historii zaczęła się od przypadkowego obejrzenia serialu "Czas Honoru". Zakochałam się w filmie, w aktorach i... we wszystkim. Dlatego kiedy pojawiła się książka, poleciałam do sklepu i... MAM! Nie jest to literatura najwyższych lotów, styl autora nie powala, ale mam sentyment i książka zawsze poprawia mi humor. Kiedy jeszcze CzH był emitowany czytałam pod koniec wakacji wszystkie trzy tomy i zajmowało mi to jakieś hmmm... trzy dni :) Kocham te książki!


4. Stary, ale jary- czyli ulubiona książka z dzieciństwa.
Pamiętam, że kiedy sięgnęłam po "Dzieci z Bullerbyn" wydawały mi się one taaaaaakie grube (miały dwieście stron!). Przeczytałam tę książkę chyba sześć razy i za każdy razem się w niej zakochiwałam :)


5.Nie taki diabeł straszny, jak go malują- czyli książka, która mnie zaskoczyła.
Kiedy sięgałam po pierwszy tom "Akademii wampirów" nie spodziewałam się niczego więcej od lekkiego czytadła. Tymczasem wsiąknęłam całkiem, znalazłam nowego męża (Dimka <3 ), a także udało mi się roztrzaskać swoje serce na milion małych kawałeczków i puścić wielkiego focha na książkę.


6. Nie chwal dnia przed zachodem słońca-czyli książka, która rozczarowała mnie swoim zakończeniem.
 Trylogię o dzieciakach z Monumentu pochłonęłam w trzy lub cztery dni, ale jej zakończenie całkiem mnie rozczarowało - miałam wrażenie, że były pisane na kolanie. Nie lubię happy endów, nie w takich książkach. W ogóle, ostatni tom był dość słaby, ale i tak "Monument 14."pozostanie w moim sercu na długo.


7. Wyśpisz się po śmierci-czyli książka, w którą tak się wciągnęłam, że mogłabym zarwać przy niej nockę.
Nie wiem, czy gdyby nie warunki (samochód to nie jest idealne miejsce na sen), ta przy tej książce nie spałabym aż do czwartej, ale zdecydowanie "Pocałunek cienia". Musiałam wiedzieć, co będzie dalej!


8.Mowa jest srebrem, a milczenie złotem-czyli książka z najlepszymi dialogami
Moje odkrycie miesiąca czyli książka "Parabellum". Dialogi są tak świetne, że śmiałam się na głos (wyobrażacie sobie miny ludzi). Kapitan Obełt moim mężem!

9. Raz na wozie, raz pod wozem-czyli książka, która miała dużo zwrotów akcji.
Książka, w której akcja pędzi na łeb, na szyję, w której autorka zrobiła COŚ, czego zazwyczaj autorzy boją się robić, książka, przez którą mamy ścisnięty z nerwów brzuch... Wybaczcie monotematyczność, ale to "Pocałunek cienia".



10. Pierwsze koty za płoty-czyli książka, przez której początek nie mogłam przebrnąć.
Kiedy zaczęłam czytać, byłam na siebie zła: "Ola, wydałaś kasę na jakąś beznadziejną książkę! Jak mogłaś!" Na szczęście potem akcja się rozkręca, by na koniec wycisnąć z nas miliony łez...


11. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu-czyli książka, którą zna prawie każdy.
Któż nie zna historii o pewnym skąpcu, który jednej nocy zmienia całe swoje życie?


12. Od przybytku głowa nie boli-czyli ulubiona powieść licząca ponad 400 stron.
Mogłabym wspomnieć o Przemineło z wiatrem, ale inną, równie piękną i trochę cieńszą ksiażką jest "Złodziejka książek".  Tyle uczuć, tyle pięknyc cytatów, tyle wzruszeń zamyka się w tej niesamowitej książce! Ach, musicie to przeczytać!


13. Wszystko dobre, co się szybko kończy-czyli ulubiona książka licząca mniej niż 200 stron.
Nie mam pojęcia, ile ma stron, ale jest dość cienka - "Dziewczyna z pomarańczami" Josteina Gaardera (mam nadzieję, że nie zrobiłam jakichś niewybaczalnych błędów w pisowni). Mimo swojej objętości, to książka, która sprawi, że będziecie inaczej patrzyli na życie, że znów zaczniecie marzyć i zastanowicie się, co naprawdę warte jest życie.
 
14. Być kulą u nogi-czyli książka, w której występuje trójkąt miłosny.
Może "Rywalki"? Nie jest to jakiś nietypowy trójkąt, ale ze względu na niesamowity urok tej pozycji, wspomnę o nich. Jesteście team Aspen czy team Maxon?



15. Jedna jaskółka wiosny nie czyni-czyli autor, którego przeczytałam więcej niż jedną książkę/serię i każda z nich mi się podobała.
Bardzo trudne pytanie, gdyż zazwyczaj rozczarowuję się kolejną pozycją tego samego autora. Postanowiłam jednak wspomnieć o Colleen Hoover - czytałam jej "Pułapkę uczuć", "Nieprzekraczalną granicę" a teraz jako jedną z miliona książek mam zaczęte "Maybe Someday"  i wszystkie mi się podobają!


16. Co cię nie zabije, to cię wzmocni-czyli bohater, który pod wpływem różnych czynników dorośleje.
Tutaj wybór jest dośc oczywisty - Scarlett o'Hara! Poznajemy ją jako głupiutką trzpiotkę, której w głowie kawalerzy, suknie i spotkania towarzyskie. Pod wpływem macierzyństwa (to może najmniej), wojny, biedy, Scarlett zmienia się w silną, nie bojącą się życia ani pracy kobietę, zdaje sobie sprawę z tego, co i kto jest dla niej najważniejsze (szkoda, że tak późno), a jednocześnie nie traci swojego uroku...



Do zrobienia TAGU nie nominuję nikogo, ale jak się Wam spodobał, to zostawcie linki do swojego wykonania w komentarzu!  
W tym tygodniu planuję ogarnąć trochę bloga, więc plan jest taki:
poniedziałek - recenzja "Wybacz mi, Leonardzie"
środa - recenzja - "Mai" Josteina Gaardera
piątek - recenzja "Gone"
To już wszystko! Życzę Wam zaczytanego ostatniego tygodnia wakacji!