środa, 13 kwietnia 2016

(49) "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley

Hej, hej, Kochani!
Chyba jestem jedną z niewielu osób, która w ogóle nie znała legend arturiańskich. Moim jedynym spotkaniem ze słynnym królem Brytanii była czytana w wieku jedenastu, dwunastu lat książka Meg Cabot „Liceum Avalon”. Dopiero niedawno usłyszałam o jednej z wersji historii Artura i od razu uznałam, że muszę ją bliżej poznać. Niestety, pokaźna (ponad 1000 stron) objętość nieco mnie odstraszała – Bogu dzięki, nie dałam się złamać i razem z Morgianą de la Fay udałam się w podróż do Świętej Wyspy Avalon i do Brytanii, będącej areną rozgrywek między kapłankami Bogini Matki a kapłanami Chrystusa.

Historię powstania i upadku słynnego Kamelotu śledzimy oczami kobiet – Viviany, Igriany, Ginewry, Morgause i, zdecydowanie najważniejszej, Morgiany. W odróżnieniu od większości interpretacji historii króla Artura, ta, jako opowiedziana z punktu widzenia kobiet, nie jest opowieścią o wojnach i podbojach. W „Mgłach Avalonu” dostrzegamy obraz społeczeństwa żyjącego w czasach przełomu, opis zwykłych ludzi, którzy stają się bezsilni wobec własnych uczuć i woli Bogini. Dzieje legendarnego władcy Brytanii są tu tylko pretekstem, by wysnuć opowieść o świecie, którego już nie ma.

Pierwszym, co zachwyca w powieści, jest jej obszerność. Autorka w niezwykle szczegółowy sposób opisała niemal osiemdziesiąt lat z dziejów Brytanii, rozrzucając swoich bohaterów po całej wyspie. Czytelnik razem z bohaterami przeżywa na zmianę czasy wojny, niebezpieczeństwa i strachu, ale także stabilizacji i pokoju. Marion Zimmer Bradley co rusz funduje czytelnikowi nowe zwroty akcji, nie pozostawiając go obojętnym ani na chwilę, co w tak długiej powieści z pewnością nie jest rzeczą prostą.

Marion Zimmer Bradley określana jest mianem pisarki feministycznej – moim zdaniem w „Mgłach Avalonu” udowodniła, ze w pełni zasługuje na to określenie. Choć akcja utworu rozgrywa się w średniowieczu, kiedy kobieta była właściwie tylko i wyłącznie własnością męża, a jej jedynym obowiązkiem było urodzenie dziecka, to w tej wersji legend arturiańskich to właśnie panie rozdają karty.  Wpływają na losy bohaterów, a nawet państw. Nie godzą się na traktowanie ich jako głupich gąsek i nie wahają się przeciwstawiać konwenansom, by zawalczyć o własne szczęście. Na kartach „Mgieł Avalonu” poznajemy pięć silnych i zdecydowanych kobiet – Vivianę, Igrianę, Morgause, Ginewrę i Morgianę. Mimo takiej mnogości postaci, Marion Zimmer Bradley każdej z nich nadała zupełnie inny, odmienny charakter, każdą z nich też uczyniła w pewnym stopniu narratorką tej historii. Kobiety przedstawione w „Mgłach Avalonu” nie są papierowe ani schematyczne, często odbiegają też od wizji, jaką zazwyczaj przybierają w różnych wersjach legendy arturiańskiej. Wszystkie mają swoje zalety, ale także wady – każdą można zrozumieć i polubić.

W „Mgłach Avalonu” niesamowicie urzekł mnie klimat, jaki stworzyła autorka. Styl pani Zimmer Bradley przywodzi na myśl baśnie opowiadane nam w dzieciństwie przez mamy czy babcie. Życie bohaterów jest wciąż przenikane przez magię, a jej kumulację stanowi Święta Wyspa Avalon, gdzie Stary Lud czci swoją bognię. Szczerze podziwiam wysiłki autorki, jakie bez wątpienia musiała włożyć w zbadanie tradycji i obrzędów związanych z pogańskimi wierzeniami ludów Brytanii. Zwyczaje te opisała w niezwykle barwny i przekonujący sposób. Dzięki nim tworzy się specyficzny klimat książki przepełnionej magią, miłością do natury i posłuszeństwem względem dawnych zasad moralnych.

„Mgły Avalonu” poruszają szereg tematów aktualnych także w dzisiejszych czasach – moralność, dążenie za wszelką cenę do własnego szczęścia. Usiłują znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jedna religia ma prawo prześladować inną. W książce poruszony jest temat czarnej karty chrześcijaństwa – usilnej ewangelizacji, która sprowadzała się do ustanowienia szeregu zakazów i nie uwzględniała uczuć religijnych autochtonów. Wydaje mi się jednak, że Zimmer Bradley trochę przesadziła, tworząc jednoznacznie zły obraz Kościoła – przez to jej powieść zdaje się tendencyjna. Nie można jednak zapomnieć, że opowieść wypływa z ust Morgiany, kapłanki Avalonu, której religia odchodzi w zapomnienie.

Podsumowując, uważam, że książka „Mgły Avalonu” w intrygujący i oryginalny sposób przedstawia historię powstania i upadku Kamelotu i króla Artura. Odwraca schematy obowiązujące w pozostałych wersjach legend arturiańskich, a także całkowicie zmienia perspektywę. Oczarowuje baśniowym klimatem i każe odpowiedź sobie na najważniejsze pytania. Jestem pewna, że znajdzie się w mojej topce 2016 roku!


Ocena: 9/10 (wybitna)
Ksiażka bierze udział w wyzwaniach:
(+5,5 cm)

(więcej niż 800 stron)

(autor na literę Z - postępy)

8 komentarzy:

  1. Legendy arturiańskie znam słabo, ale na tę książkę mam wielką ochotę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mma nadzieję, że Ci się spoboba!

      Usuń
  2. Zachęciłaś mnie, choć nie powiem, że jest to książka którą BARDZO chcę przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Morgana <3
    I już lubię tą książkę! :D Niech żyją feministyczne rządy :D No lektura obowiązkowa <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wkrótce po nią sięgniesz.
      Jesli ja, co nie lubię fantasy byłam zachwycona, to Ty to już w ogóle :)

      Usuń
  4. O Arturze zawsze i wszędzie mogę czytać :)

    OdpowiedzUsuń