piątek, 8 stycznia 2016

(30) "Następczyni" Kiera Cass

Hej, hej, Kochani!
Rok temu byłam naprawdę zarobiona – wzięłam na siebie za dużo wszystkiego i nie miałam ochoty na nic. Dodatkowo cierpiałam na naprawdę ogromnego książkowego kaca po zakończeniu „Przeminęło z wiatrem”. Lekarstwem na to okazały się „Rywalki” Kiery Cass – książka pozornie zwykła, ale na swój sposób genialna! (no, i te okładki <3 )

To, co pokochałam w „Rywalkach” to bajkowość. Która z nas nie marzyła o tym, żeby zostać księżniczką? Ja tego bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chciałam. A „Rywalki” dały mi odrobinę tego luksusu, no i nowego książkowego męża. W mgnieniu oka pochłonęłam trzy tomy i czekałam na kolejny.

Czekałam i czekałam, a w międzyczasie naczytałam się mnóstwa negatywnych recenzji „Następczyni”. Postanowiłam jej nie czytać, bo nie chciałam popsuć sobie dobrego wrażenia, jakie wywarła na mnie seria. A jednak, kiedy we wtorek zobaczyłam tę książkę w bibliotece nie mogłam jej nie wziąć. I choć spodziewałam się, że będę tu rzucać błotem, prawda okazała się inna.

„Następczyni” to książka idealnie nijaka. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji.  Nikomu specjalnie nie kibicowałam,  może dopiero pod koniec książki ktoś podbił moje serce.

Ale po kolei… Akcja „Następczyni toczy się dwadzieścia lat po zakończeniu „Jedynej”. Król
Maxonzniósł podziały społeczne, ale nie uspokoiło to  obywateli – powstają nowe zarzewia buntu, ludzie pragną obalić monarchię. Aby załagodzić napiętą sytuację, America i Maxon postanawiają urządzić eliminacje dla swojej córki, Eadlyn. Dziewczyna nie chce jednak znaleźć męża, woli pozostać niezależną.

Dużo osób narzeka na charakter Eadlyn – mnie osobiście nie przeszkadzał on tak bardzo. Księżniczka Illei jest zdecydowanie inna niż typowe bohaterki Young adult – nie czeka na męża, nie jest idealna, ma dużo wad, ale moim zdaniem dodaje jej to uroku. Eady to taka typowa dzisiejsza nastolatka, która przede wszystkim dąży do niezależności.  Na przełomie książki zmienia się i dorośleje.

Byłam bardzo ciekawa męskich eliminacji,ale sposób ich pokazania trochę mnie rozczarował. Eady nie poświęcała zbyt wiele uwagi kandydatom, dlatego mogliśmy poznać tylko paru z nich. Myślę, że kreując ich autorka postąpiła bardzo schematycznie – mamy przyjaciela z dzieciństwa, mamy cichego i nieśmiałego chłopaka, a także pewnego siebie przystojniaka – aż chciałoby się krzyknąć – ALE TO JUŻ BYŁO!

Jak wspomniałam, książkę czyta się niemal bez żadnych emocji. Akcja, ot, po prostu, toczy się.  Nie utożsamiamy się z bohaterami, nie za bardzo rozumiemy zachowanie księżniczki. Ale tym, co najbardziej mnie zirytowało, było całkowite zniszczenie roli Maxona i Ameriki. W ich przypadku miłość i małżeństwo zmieniło ich na gorsze, stali się smutni, osowiali i jacyś tacy… zmęczeni. Maxon przez całą książkę jest zły lub podenerwowany, a Ami stała się zahukaną kurą domową. Klimat książki też nie jest już tak słodko-księżniczkowaty.


Podsumowując, uważam, że „Następczyni” nie jest godną kontynuacją historii Ameriki i Maxona. To dość nudne i przewidywalne dzieło, ale warto je przeczytać, jeśli potrzebuje się odmóżdżenia.

Ocena: 5/10 (przeciętna)

Książka bierze udział w wyzwaniach:


 (+2,5 cm)



 (bez szczęśliwego zakończenia)





(książka na literę N - relacja z wyzwania tu i tu)