Witajcie, Kochani!
Jak wiecie, niezwykle rzadko podejmuję się próby
recenzowania książek, które są moimi lekturami. Po pierwsze, nie jestem na tyle
świadomym czytelnikiem, by rozprawiać o tych dziełach, a po drugie, przy tak
szczegółowym omawianiu ich w szkole, naprawdę nie mam ochoty mówić o nich ani
słowa. Są jednak lektury, które wywierają na mnie ogromny wpływ i o których chciałabym
Wam opowiedzieć. Jedną z nich jest „Jądro ciemności” autorstwa Josepha Conrada.
Nie będzie to recenzja sensu stricto, ale bardziej zapis moich refleksji po
przeczytaniu tego dzieła.
Statek wypływający z Londynu. Wśród marynarzy znajduje się
doświadczony wilk morski, Marlow. Nieoczekiwanie zaczyna on snuć opowieść o
doświadczeniu, które zmieniło go na całe życie – o wyprawie do Konga, które
nazywa „jądrem ciemności”. Podróż w serce europejskiego kolonializmu odmieniła
jego spojrzenie na świat, zmieniła jego
poglądy, a także sprawiła, że poznał osobę, która odmieniła jego życie –
tajemniczego Kurtza.


