niedziela, 7 kwietnia 2019

(295) "Inna Blue" Amy Harmon


Hej, hej, Kochani!
Kilka lat temu zaczytywałam się w romansach młodzieżowych. Uwielbiałam romantyczne opowieści o pierwszych uczuciach, które zmieniały życie bohaterów i często pomagały uporać im się z traumami czy rozwinąć skrzydła i zacząć się w pełni realizować. Niestety, z czasem moja miłość do nich opadła – zaczęłam dostrzegać ich schematyczność i to, że często są odrealnione. Kolejne próby sięgnięcia po autorów, których dawniej uwielbiałam, kończyły się rozczarowaniami. Na szczęście wciąż są autorzy, po których mogę sięgać – i jedną z nich jest Amy Harmon. Pisarka, która zachwyciła mnie „Prawem Mojżesza” i „Słowem i mieczem” wróciła z nową, równie dobrą powieścią z nurtu new adult.

Blue nie wie, kim jest. Nie wie nawet, jakie jest jej prawdziwe imię. Porzuconą przez matkę kilkulatkę przygarnął pewien Indian, wychował ją, dał jej swoje nazwisko. Po jego śmierci Blue przyjęła pozę złośliwej i niedostępnej dziewczyny, by ochronić się przed kolejnymi zranieniami. W głębi duszy jednak nastolatka jest bardzo zagubiona i chciałaby w końcu odanelźć miłość i szczęście. Taką poznaje ją Darcy Wilson, nauczyciel historii. Postanawia pomóc Blue odnaleźć samą siebie i zaakceptować własną przeszłość.
 
„Inna Blue” to powieść, która przenosiła mnie myślami do czasów liceum. Ma w sobie wszystkie cechy, które kochałam w powieściach młodzieżowych, a jednocześnie Amy Harmon udało się uniknąć wad tego gatunku, które odstraszają od niego starszych czytelników. Jej najnowsza książka to delikatna, mądra i świetnie napisana powieść o miłości, dojrzewaniu do niej i akceptacji własnej przeszłości.

To, co wyróżnia powieści Amy Harmon na tle gatunku to ich głębia. To nie jest zwykła historyjka  o miłości, gdzie kluczem do rozwiązania wszelkich problemów jest znalezienie odpowiedniego chłopaka i przespanie się z nim. Amerykańska pisarka stara się wpleść w fabułę swoich książek coś więcej. Opowieść o porzuconej przez matkę Blue ukazuje problem poszukiwania własnej tożsamości. Przekonuje, że bez poznania samej siebie nie jest możliwe funkcjonowanie. Autorka zaprezentowała także w bardzo dojrzały sposób proces akceptacji siebie i własnej przeszłości. W „Innej Blue” problemy bohaterów nie rozwiązują się same, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lecz wymagają przepracowania.  Myślę, że powieść ta może inspirować do zmierzenia się z własnym bólem, z własnymi problemami. Bardzo podobało mi się, że autorka nie oszukiwała swoich czytelników, tworząc przed nimi wizję życia, w którym dobre decyzje powodują jedynie pozytywne emocje, lecz pokazała, że zawsze musimy ponosić konsewkencje naszych wyborów, a nic w życiu nie jest jedynie dobre czy jedynie złe. 

Bardzo podoba mi się, że w „Innej Blue” miłość damsko-męska nie gra najważniejszej roli. Jasne, wątek miłosny musiał się pojawić, jednak jest on tylko jednym z elementów fabuły. Autorka podkreśla, że uczucie nie ogranicza się jedynie do namiętności, lecz jest czymś więcej – wspieraniem się, troską o siebie, byciem przy sobie w trudnych chwilach. O ile prawie nigdy nie przekonuje mnie wątek miłosny z powieści, bo zdaje mi się zbyt trywialny, o tyle o takim uczuciu, jak to, które połączyło Blue i Wilsona mogłabym marzyć! Amy Harmon pisze o miłości w sposób bardzo delikatny, tak, że porusza duszę swoich czytelniczek.

Zdecydowanie zaletą powieści jest sposób, w jaki zostali wykreowani bohaterowie. Wiele romansów młodzieżowych posiada postaci tak schematyczne i papierowe, że to aż boli. Na szczęście zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku twórczości Amy Harmon. Bohaterowie „Innej Blue” są prawdziwi. Mają zalety, mają wady, wzbudzają w czytelniku całą masę emocji i wymykają się jednoznacznym ocenom. Nie zawsze rozumiemy ich decyzje, często złościmy się na nich, jednak przede wszystkim dostrzegamy ich ból i chcemy, by udało im się poskładać życie w szczęśliwą całość. Blue stała się jedną z moich ulubionych postaci literackich w ogóle – a to naprawdę duże wyróżnienie! Pokochałam ją za jej zagubienie i nieoczywistość, a także za to, że pomimo lęku nie zrezygnoała z podejmowania odważnych decyzji. Wilson to natomiast mężcztzna idealny, choć nie wyidealizowany, o którym mogłabym pisać i pisać… Co najważniejsze, Amy Harmon wykreowała w tak dobry sposób nie tylko główne postaci, lecz także tych drugoplanowych bohaterów – każdy tu jest ludzi, ma własną historię, która motywuje podejmowane przez niego decyzje i jest niejednoznaczny.

Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałym piórze Amy Harmon. Choć w każdej recenzji wychwalam to, w jak magiczny, lekki i plastyczny sposób tworzy ona swoje dzieła. Pisarka ma niesamowity talent, by prostymi słowami wyrazić ogrom emocji. Jej książki, w tym „Inna Blue” przepełnione są pięknymi cytatami, które idealnie komponują się z treścią powieści, nie wydają się wstawione na siłę ani przeintelektualizowane. Amy Harmon w poruszający sposób opisuje także uczucia – tak, że stają się one częścią czytelnika. Magia!

Chociaż odchodzę od romansów młodzieżowych, to fanką twórczości Amy Harmon zostanę chyba na zawsze. Jej powieści są bardzo mądre i głębokie. Oprócz miłości damsko-męskiej ukazują także całą masę innych problemów ważnych dla nastolatków. Myślę, ze to idealna propozycja dla wkraczających w dorosłość młodych kobiet!

Ocena: 8/10 (rewelacyjna)

Za powieść dziekuję wydawnictwu Edito.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz