Hej, hej, Kochani!
Miesiąc temu udało mi się powrócić do jednej z miliona
zaczętych przeze mnie serii – „Delirium”, czyli debiutu pani Lauren Oliver.
Pomimo początkowych obaw, książka ta bardzo mi się spodobała. Zaskoczyło mnie,
że na tle innych młodzieżowych dystopii wypada bardzo dojrzale. Niesamowicie
przypadł mi do gustu pełen emocji styl pisania Lauren Oliver. Dlatego bez
większych wahań sięgnęłam po tom drugi – „Pandemonium”. Jak przypadł mi on do gustu? Czy sięgnę po
finałowy tom? Przekonacie się o tym, czytając tę recenzję!
UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DO TOMU
I!
Po utracie Alexa Lena Haloway zmuszona jest sama poradzić
sobie w Głuszy. Wyczerpana, będąca na skraju życia i śmierci, trafia do jednej
z osad Odmieńców. Pozna ich życie, nawiąże nowe przyjaźnie, pozna samą siebie.
Tam również przejdzie metamorfozę, której świadkiem będzie czytelnik, by stać
się zdecydowaną Leną Morgan Jones, członkinią ruchu oporu walczącą z remedium. Nie wie jeszcze, że jej życie będzie nie tylko
walką z systemem, ale także z własnym strachem, bólem, a wreszcie z rodzącym
się w niej uczuciem.
„Pandemonium” jest zdecydowanie inną książką niż „Delirium”.
W pierwszym tomie Lauren Oliver skupiła się na ukazaniu nam swojego świata –
pozbawionego miłości, zniewolonego, będącego w ciągłym strachu. W drugiej części postanowiła skupić się na
bohaterach – to ich uczucia i przemiany są najważniejsze w „Pandemonium”. Ten tom jest dużo bardziej emocjonalny ,
przez co miłośnikom lektur pełnych akcji może wydawać się nieco nudny, ale mnie
to całkowicie kupiło!
Lauren Oliver podzieliła „Pandemonium” na dwie części.
Pierwsza – „Wtedy” opowiada o losach Leny w Głuszy, gdzie nauczyła się żyć tak,
jak pozostali Odmieńcy. Druga – „Teraz”, skupia się na losach dziewczyny, już
jako członka ruchu oporu, w Nowym Jorku. W tej części pojawia się wątek
miłosny, który, wbrew utartym w książkach Young adult schematom trójkątów,
czworokątów i innych wielokątów miłosnych, nie jest ani trochę irytujący! Mnie
jednak dużo bardziej do gustu przypadły rozdziały, które działy się „Wtedy”.
Autorka po raz kolejny zaskoczyła mnie swoją dojrzałością.
Widzicie, w większości YA, które czytałam, odcięcie się od opresyjnego systemu
i związane z tym traumatyczne przeżycia nie są wcale momentem przełomowym dla
psychiki bohaterów i nie zmieniają ich życia na gorsze w bardzo dużym stopniu.
Tymczasem w „Pandemonium” widzimy pustki, jakie w duszy Leny zostawiła ucieczka
z Portland i utrata ukochanego. Dziewczyna dla dobra sprawy, a także po to, by
móc funkcjonować, musiała przejść całkowitą przemianę w silną kobietę, która
nie zważa na swoje uczucia. Lauren Oliver stworzyła także poruszający obraz
życia Odmieńców. Czytając „Delirium” można odnieść wrażenie, że życie tych,
którzy wyrzekli się remedium, jest niemal miodem płynące. Tymczasem autorka w „Pandemonium”
odziera nas z tych złudzeń i przestawia egzystencję Odmieńców, którzy są
zmuszeni znosić ciągły strach, głód, dokuczliwe zimno i ucieczki przed
polowaniami, jakie urządza na nich rząd Stanów Zjednoczonych. Mieszkańcy Głuszy muszą także odciąć się od swojej przeszłości, zapomnieć, kim byli kiedyś...
Lauren Oliver odeszła od tak popularnej w książkach Young adult
idei wielkiej miłości, jednej na całej życie. Na kartach „Pandemonium” pisarka
ukazuje, że człowiek ma prawo do kolejnych zauroczeń, nie musi oddać swojego
serca na zawsze jednej osobie. Podoba mi się także to, że autorka uczy
czytelnika, że każda miłość jest inna, nie można jej wartościować, dzielić na
lepszą i gorszą. Jedyne, co w związku z wątkiem miłosnymi mi nie pasowało, to
zakończenie – mogłam je z łatwością przewidzieć.
Drugą wadą książki, jaką znajduję, jest część „teraz”. To
znaczy, nie zrozumcie mnie źle, ona nie jest tragiczna, po prostu nie porwały
mnie sceny ucieczek i pościgów. Nie lubię czegoś takiego w książkach, więc
przewracałam kartki bez czytania. Natomiast plusem w niej zdecydowanie jest
przedstawiona relacja pomiędzy Leną a Julianem – uwielbiam motyw powoli
budowanego zaufania i opadania murów, stereotypów pomiędzy bohaterami.
„Pandemonium” nie podobało mi się tak bardzo, jak „Delirium”.
Było książką zupełnie inną niż pierwszy tom. Miało jednak mnóstwo plusów, więc
polecam Wam, a sama wybieram się do biblioteki po kolejny tom!
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)
Książka bierze udział w wyzwaniu:
A na sam koniec, chcę odesłać Was do recenzji pierwszego tomu - "Delirium"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz