Strony

niedziela, 17 marca 2019

(293) "Echo w ciemności" Francine Rivers


Hej, hej, Kochani!

Przeszło rok temu miałam przyjemność opowiedzieć Wam o pierwszym tomie chrześcijańskiej trylogii „Znamię lwa” – „Głosie we wietrze”. Powieść totalnie mnie zauroczyła i pochłonęła, od razu więc zakupiłam jej drugi tom. Później jednak zaczął się w moim życiu szalony czas i tak się stało, że dopiero niedawno miałam przyjemność sięgnąć po kolejną część historii żydowskiej niewolnicy w chylącym się ku upadkowi Rzymie. I po raz kolejny mogę sobie wyrzucać: „Czemu czekałam tak długo”!


UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DO „GŁOSU WE WIETRZE”



Po tragicznych wydarzeniach na arenie, Markus nie może odnaleźć spokoju. Wizja ukochanej, która w imię miłości do Boga, oddała swoje życie intryguje go do tego stopnia, że młody Rzymianin decyduje udać się do Judei, by odpowiedzieć sobie na pytania, kim właściwie jest Bóg Hadassy. Tymczasem okaleczona dziewczyna stara się wrócić do normalnego życia. Nie rozumie dlaczego została ocalona, wciąż jednak chce dawać świadectwo o Jezusie. Nie wie jeszcze, że będzie musiała robić to wśród ludzi, którzy posłali ją na śmierć.


„Echo w ciemności” to powieść kompletnie różna od „Głosu  w wietrze”. O ile pierwsza część trylogii autorstwa Francine Rivers miała w sobie wiele z romansu i powieści historycznej, a wątki religijne i historyczne były właściwie ledwie zasygnalizowane, choć oczywiście wiara odgrywała w życiu niektórych bohaterów ogromną rolę, o tyle kolejna część jest już historią stricte  o szukaniu i odnajdywaniu Boga. O ile poprzedni tom mogłabym polecać osobom niewierzącym, tym razem jestem przekonana, że ta powieść skierowana została do chrześcijan. 


Nie jestem pewna, czy zmiana kierunku wyszła historii Hadassy i Markusa na dobre czy na złe. Z jednej strony, dzięki temu powieść zdecydowanie wyróżnia się na rynku, z drugiej – koncept spowodował wiele zmian, zdecydowanie niekorzystnych. Pamiętam, że w pierwszym tomie bohaterowie nie byli jednoznacznie dobrzy ani źli. Mieli wiele zalet i wad. Ich kreacja była prawdziwa – nawet najsilniejsi bohaterowie, wydawałoby się z niezachwianą wiarę mieli swoje momenty kryzysu. Tymczasem w drugim tomie postaci, doświadczone traumatycznymi chwilami, dojrzewają, stają się niestety jednoznacznie dobrzy lub źli. Ich postępowanie jest już czarno-białe, a wyznacznikiem staje się jedynie wiara w Chrystusa. Jasne, rozumiem, że to powieść chrześcijańska, jednak w pewnym momencie zaczęło mnie to irytować. 


Zaletą powieści jest jednak sposób ukazania wiary chrześcijańskiej. Jeśli jesteście zniechęceni tym, co czasem  widać wśród katolików, szczególnie tych nad Wisłą i chcecie sobie przypomnieć, na czym właściwie polega religia głoszona przez Jezusa, koniecznie sięgnijcie po „Echo w ciemności”. Powieść opowiada o poszukiwaniu Boga – Boga, który jest miłością. Wiara w niego przejawia się w trosce o drugiego człowieka, w ufności i byciu po prostu dobrym – a nie w osądzaniu i piętnowaniu innych. We wspaniały sposób Francine Rivers ukazała, ile człowiekowi może dać wiara – może go umocnić w trudnych chwilach, zainspirować go do pokonywania własnych granic i nadać sens życiu, uleczyć ból i cierpienie. Niesamowicie podobało mi się, w jaki sposób ukazano drogę różnych bohaterów do Boga – często prowadziła przez ból, stratę czy cierpienie, zawsze jednak prowadziła do szczęśliwego zakończenia. Wątek ten szczególnie mnie poruszył, był bliski mojemu sercu.


Powieść znów została napisana z dużym rozmachem. Choć autorka porzuciła wątek Atretresa – germańskiego gladiatora, wciąż udało się jej zabrać czytelnika do wielu zakątków Cesarstwa Rzymskiego i ukazać mnogość wątków. Na szczególne uznanie zasługuje w mojej opinii ukazanie Judei – zbuntowanej prowincji Cesarstwa. Autorka w bardzo przekonujący sposób przedstawiła opresję rzymskich okupantów, konflikty (także te pomiędzy Żydami) na tle religijnym oraz chęć odzyskania wolności, które sprawiły, że Judea była miejscem naprawdę niespokojnym. Francine Rivers w poruszający sposób ukazała tragedię narodu żydowskiego, który podczas powstania w 70 roku utracił swój kwiat i który musiał nauczyć się żyć z dala os swej ziemi. Amerykańska pisarka dała mi zupełnie inny punkt widzenia na historię starożytną, za co jestem jej bardzo wdzięczna.


„Echo w ciemności” nie jest książką równie świetną, co pierwszy tom trylogii. Niestety, autorce nie udało uciec się od moralizowania, a jej bohaterowie stali się mocno czarno-biali. Jednocześnie należy pamiętać, że powieść ta skierowana jest do konkretnego typu odbiorcy, którego ma wzmocnić w wierze i ewentualnie zainspirować – i tutaj moim zdaniem świetnie wypełnia swoje zadanie. Poza tym, jest po prostu dobrze napisaną, wciągającą historią – polecam ją więc wszystkim, którym nie przeszkadza lekko podciągnięty pod tezę obraz świata!

Ocena: 8/10 (rewelacyjna)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz