Hej, hej, Kochani!
Ten, kto śledzi mój fanpage na facebooku wie, że ostatnio miałam
prawdziwą przyjemność zapoznać się z niezwykle udanym polskim debiutem,
książką, w której się nieomal zakochałam! Dzisiaj mam przyjemność zaprosić Was
na recenzję pełną ochów i achów! Muszę się Wam przyznać, że „Uwertura” Adrianny
Rozbickiej przywróciła moją wiarę w polską literaturę obyczajową!
Pasja to taka siła, która nie daje spać, wyciąga z łóżka o świcie. To przewodnik po górskich ścieżkach i ramię do wypłakania żalów. To namiętność zagubiona i odnaleziona, wrażliwość na przezroczyste elementy życia, podwójna skala kolorów w łuku tęczy. Jest darem, ale nie sielanką. Każe nam cierpieć w imię wspólnej przygody, bo nie tyle przyjemność, ile właśnie cierpienie jest jej stałym elementem.
Alicja była dobrze zapowiadającą
się tancerką z perspektywami na osiągnięcie naprawdę wspaniałej kariery. Jednak
jeden moment przekreślił wszystko. Rozległa kontuzja kolana i brak możliwości,
by kiedykolwiek znów stanąć na scenie. Po siedmiu latach kobieta postanawia
jeszcze raz zawalczyć o swoją pasję. Staje się częścią ekipy, przygotowującej
pierwszą w Polsce rewię. Jednak sama miłość do tańca i marzenia nie wystarczają
– Alicja musi zmierzyć się z pełną intryg i zawiści atmosferą za kulisami, a
także z producentką, która za punkt honoru postawiła sobie usunąć tancerkę z
przedstawienia.
Kiedy rozpoczynałam lekturę „Uwertury”
byłam święcie przekonana, że książka ta będzie romansem, lekko okraszonym,
uatrakcyjnionym motywem tańca. Tymczasem przewracałam kolejne strony, ale
jedyna miłość, jaką znalazłam to ta do bliskich i oczywiście do najważniejszego
w powieści tańca. Przez brak wyraźnego wątku miłosnego, który zdominowałby całą
akcję, „Uwertura” stała się jedną z lepszych polskich powieści obyczajowych,
jakie miałam okazję przeczytać! Jest niesamowicie głęboka, poruszająco
emocjonalna i inspirująca, by spełniać w życiu swoje marzenia.
„Uwertura” to powieść bardzo,
bardzo dojrzała. Nie znajdziecie w niej naiwnych nastolatek, którym kolana uginaja
się na widok przystojnych mężczyzn! To książka o ludziach, którzy poznali tę
gorszą część życia, którzy mają za sobą ciężkie doświadczenia – rodzinne,
zdrowotne czy uczuciowe. Wiedzą już, że nie zawsze jest pięknie, jednak mają
motywację, by realizować swoje marzenia. Na ich tle szczególnie wyróżnia się
główna bohaterka, Alicja. Choć z pozoru może wydawać nam się zbyt idealną, to
przy bliższym poznaniu dostrzegamy wszystkie jej rysy i pęknięcia. To kobieta,
która zaznała tak wiele nieszczęścia, że jedynym, co trzyma ją przy życiu jest
miłość do tańca. Czytelnik trzyma kciuki za nią i kibicuje jej, by marzenia
stały się rzeczywistością.
Nieco gorzej wypadła w mojej opinii
kreacja bohaterów drugoplanowych. Mam wrażenie, że kreując ich, Adrianna
Rozbicka nieco za bardzo kierowała się zasadą „czarne jest czarne a białe jest
białe”. W związku z tym mamy do czynienia albo z bohaterami do szpiku kości
złymi – na przykład producentką Izą, która robi wszystko, by zniszczyć karierę
Alicji, jednak czytelnik nie wie, dlaczego – i stereotypowymi, jak zafiksowany
na punkcie seksu drugi z producentów Witold lub absolutnie dobrymi, jak
artysta-gej Mateusz, który staje się przyjacielem i bratnią duszą głównej
bohaterki. Na szczęście pojawiają się także niejednoznaczni bohaterowie, którzy
wprowadzają w głowę czytelnika zamęt i budzą sprzeczne emocje.
„Uwertura” to książka, w której
pierwsze skrzypce gra pasja Alicji. Przyznam, że mnie nigdy nie fascynował
taniec, jednak opisany w tej książce
jest on naprawdę wspaniale! Autorka, choreograf i tancerka we wspaniały sposób
opisała swoje hobby. Operuje w książce fachowymi nazwami figur baletowych i
rodzajów tańca, jednak robi to w taki sposób, że nie utrudniają one odbioru
powieści przez laika. Dokonuje rzeczy z pozoru niemożliwej – za pomocą słów
opowiada o sztuce, którą tancerz tworzy dla swojego widza. Czytelnik czuje się,
jakby jednocześnie był odbiorcą i artystą, muzyka nieomal pulsuje w jego
żyłach! To jest niesamowite! Widać, że autorka „Uwertury”, tak jak i jej główna
bohaterka kocha tańczyć i żyje dla tańca.
Debiut Adrianny Rozbickiej to także
powieść, która inspiruje. Przykład Alicji pokazuje, że nie warto się poddawać,
że nawet największa trudność może zostać pokonana, jeśli mamy coś, na czym nam
w życiu zależy. Czytając książkę, czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy jest w
jego życiu jakaś sprawa, dla której poświęciłby aż tak wiele i która dodawałyby
mu skrzydeł. Z drugiej strony, autorka jasno mówi, że droga do spełnienia
marzeń jest trudna i pełna przeciwności oraz, że wybierając jedno, często
tracimy coś równie ważnego. Realizm i ukazanie brutalności życia to kolejne
plusy „Uwertury”!
Mogłabym jeszcze długo rozpływać
się w zachwytach nad debiutancką powieścią Adrianny Rozbickiej. Muszę jednak
wskazać na jedną rzecz, która mnie irytowała. Może i ja jestem pedantką
językową, choć sama też często robię błędy, ale w literaturze drażnią mnie one
szczególnie. W „Uwerturze” odnalazłam kilka dziwnie użytych frazeologizmów i
błędów fleksyjnych. Wierzę jednak, że w kolejnych książkach tak utalentowanej
pisarki nie pojawią się już one!
Tak bardzo się cieszę, że miałam
okazję poznać „Uwerturę”! To książka, która za niepozorną okładką i niezbyt
zachęcającym opisem kryje prawdziwe skarby! Nie odnajdziecie tu banalnego
romansu, ale trudną, bolesną i dojrzałą historię o pokonywaniu własnych
słabości, szukaniu swojego miejsca w świecie, a przede wszystkim o wielkiej,
wielkiej pasji, która nadaje sens życiu!
Ocena: 8/10 (rewelacyjna)
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz